Pokazuję dokładnie co robiłem przez ostatnie 4 miesiące przygotowując się do Beskidy Ultra Trail oraz moje odczucia co do tego treningu.

Jak wiecie z poprzedniego wpisu poniższy trening przygotował dla mnie Zbyszek Borek – trener i osoba bez której na pewno nie osiągnąłbym założonych celów. Mój brak cierpliwości  doprowadziłby mnie do kontuzji i porzucenia planów o startach. Wiem to, bo widzę jak bardzo to, co rozpisał mi Zbyszek różni się od tego co sam sobie zafundowałem już w pierwszym miesiącu. A w kolejnych chciałem więcej! Dzięki bogu, Zbyszek pojawił się na mojej drodze i przystopował trochę moje zapędy. Co nie zmienia faktu, że treningi, które proponował mi pod koniec cyklu były długie i trudne, nie tylko fizycznie, ale i organizacjnie…Ale po kolei 🙂

Treningi ze Zbyszkiem rozpocząłem w połowie czerwca od mezocyklu wprowadzającego, który prezentował się tak:

Trening do ultra - mezocykl wprowadzający

4 tygodnie pracy i tydzień odpoczynkowy, który zakończyłem solidną wyrypą tatrzańską na Durny Szczyt – burza, pioruny, ewakuacja – słowem, górska przygoda 🙂 Na pewno nie była to restowa wycieczka 😉

Kolejny etap pracy to siła biegowa i tutaj niestety pojawiła się pierwsza trudność – kontuzja mięśni piszczelowych tylnych – tzw. shin splints, której nabawiłem się podczas zbyt szybko narzuconych obciążeń treningowych w czasie, kiedy trening układałem sobie sam. Efekt? Kiedy przyszło do siły biegowej (wieloskoków, skipów, etc.) ból był tak silny, że musiałem przerwać trening. Tydzień przerwy, tydzień delikatnego treningu, kolejny tydzień troszkę ostrzejszy, ale już z bólem. Do tego kasa wydana na fizjoterapeutę. Finalnie pomógł mi roller, ale jak by nie patrzeć – trzy tygodnie z cyklu praktycznie wypadły. Ten niezbyt udany mezocykl zakończyłem startem w Gooral Marathon na dystansie 24,5km i przewyższeniu 800m, który ukończyłem z czasem 2:28’34.

Trening ultra - siła biegowa

Po kolejnym tygodniu odpoczynkowym zabrałem się za kolejny mezocykl bezpośrednio poprzedzający najważniejszy start – Beskidy Ultra Trail. Tutaj też nie obyło się bez przeciwności losu. Najpierw zaczęły męczyć mnie straszne bóle głowy, które po prostu zwalały mnie z nóg. Kiedy z tą dolegliwością się uporałem, złapała mnie choroba, która skutecznie położyła mnie do łóżka na trzy dni, a przez kolejnych dziesięć brałem dwa antybiotyki. Tak przygotowany pojawiłem się na starcie Beskidy Ultra Trail punkt 4:00 rano w centrum Szczyrku 🙂

Biegi górskie trening

Po raz pierwszy w życiu tak regularnie i z takim uporem trenowałem, aby osiągnąć jeden konkretny cel – ukończyć bieg ultra w górach. Jednak w trakcie treningów, kiedy forma rosła zaczęły pojawiać się smaki już nie na samo ukończenie, a na złamanie najpierw 10h, a potem 9h. Pokazuje to jak bardzo ciało (i umysł!) potrafi się zaadaptować do wysiłku i to w jak krótkim czasie.