Chyba najpiękniejsza „graniówka” w Beskidzie Śląskim. Pętla z Lipowej Ostre – 25km i 1280m przewyższenia.

Tym razem chciałem zmierzyć się z Ikoną Formy Skiturowej. Skrzyczne to zimowy klasyk. Tutaj jeździ się na skitury, kiedy Tatry nie wchodzą w grę. Tutaj sprawdza się formę i wreszcie tutaj jeździ się na szybki trening po pracy.

Dla mnie, Skrzyczne jest szczególne z jeszcze jednego powodu – to tutaj po raz pierwszy założyłem na nogi narty skiturowe, co jednocześnie było drugim razem na nartach w ogóle. Tutaj w skiturach się zakochałem i tutaj chciałem się pojawić latem.

Wejście ze Szczyrku znam na pamięć i tym razem postanowiłem spróbować od drugiej strony – Lipowej Ostre. Niebieski szlak, startujący z dużego parkingu tuż obok hotelu Zimnik, po kilkudziesięciu metrach skręca między domy i zaczyna ostro się wznosić. Widocznie ta góra tak ma – nie ma na nią łagodnego wejścia, trzeba się spocić i namęczyć. Idąc słucham muzyki i rozkoszuję się samotnością – już powoli zaczynam się do niej przyzwyczajać…Jednak niewielu jest turystów startujących w góry o 5 rano 🙂

Próbuję sobie przypomnieć kiedy ostatni raz byłem tu latem. Od Skrzycznego nartostradę znam chyba na pamięć, północno-zachodnie zbocza i lasy również, jak nie osobiście to z różnych freeride’owych filmików, ale lata nie pamiętam. Nie mam jednak wątpliwości, że w tamten śnieżny, niedzielny poranek, kiedy w stanie skrajnego wyczerpania stanąłem na szczycie, zmieniło się moje życie. Facebook podpowiada, że było to 7 stycznia 2012r. W tamtym sezonie był to pierwszy i ostatni skiturowy wyjazd, ale kolejne lata były już bardzo intensywne. Gdyby nie Skrzyczne, nie wiem gdzie byłbym dziś. I kim.

Dopiero patrząc na nasze życie wstecz widać pewne zależności. Widzimy decyzje i ich skutki. Możemy je analizować i próbować wyciągać wnioski, uczyć się na nich. Niektórzy rozpamiętują. Ja raczej nie mam takich skłonności, ale lubię wrócić do przyjemnych chwil, szczególnie kiedy widzę jak wiele dobrego dzięki pojedynczym decyzjom się wydarzyło.

Grań do Malinowskiej Skały mija niepostrzeżenie – długi zbieg grzbietem i krótkie podejście. Idealne miejsce na mały popas, który sobie urządzam opalając się w porannym słońcu. Dookoła ani jednej chmurki i ani jednego drzewa – kiedy byłem tu po raz ostatni, Malinowska Skała była w lesie…

Dalej do Baraniej wyłączam się całkowicie. Biegnie mi się lekko, przyjemnie i jakoś tak bezwysiłkowo. 8:30 melduję się na szczycie, chwilę odpoczywam i szybko zbieram się z powrotem, starając się zdążyć przed nadchodzącym upałem. Niestety, zupełnie pozbawiona cienia droga powrotna staje się wyzwaniem, a zbieg z Magury Radziechowskiej do Lipowej wymęcza mnie do zera. Na koniec niespodzianka –  jeszcze kilka kilometrów asfaltem w pełnym słońcu, jak na patelni. 🙂

Lipowa Ostre - Skrzyczne - Barania Góra - mapa

 

Link do trasy:

http://mapa-turystyczna.pl/route/dkq