Środa czy czwartek, nie pamiętam. Kolejny weekend zbliża się wielkimi krokami. W prognozach w końcu coś drgnęło, w ciągu tygodnia opad śniegu. Szybki telefon i decyzja jedziemy w Tatry.

Resztę składu zbieramy w moment. W końcu nie tylko my czekamy na sezon. Dołączają do nas Grzesiek i Rafał.
Już po drodze można wyczuć lekkie poddenerwowanie  w samochodzie. Cele niby określone, jednak każdy ma swój punkt widzenia na ten dzień.  Już na dojeździe do parkingu, zatrzymuje nas pracownik stacji komunikując, że z powodu awarii prądu dzisiaj wyciąg działa, co jednoznacznie podnosi morale w zespole i jednocześnie sumę zdobytych podejść za cały dzień.
Docieramy pod Szeroki Żleb, i od razu widać że warunki na północnych stokach odbiegają od ideału. Po założeniu zakosu do połowy podejścia, ubieramy raki, a narty lądują na plecach. W tym samym momencie dogania nas grupa południowych sąsiadów, którzy wykorzystując założony ślad, podążają za nami na przełęcz. Góra twarda, do tego mocno wieje. Szybki rekonesans w kierunku szczytu i szykujemy się do zjazdu. Tu zdajemy się na naszych kamratów, którzy widać nie pierwszy raz są w tych stronach. Zjeżdżamy za nimi na południe. I tu zgodnie w prognozami znajdujemy cały śnieg, który północny wiatr przeniósł na te zbocza. Jeden z piękniejszych i przyjemniejszych zjazdów tatrzańskich, w wydaniu każdego z nas, w promieniach słońca, które tylko potęgowało poczucie euforii.
Sceneria iście alpejska, nic nam więcej do życia nie potrzeba. Po krótkim odpoczynku rozpoczynamy podejście grzędą w kierunku grani. Sielanka trwa, a widok pięknie wyśnieżonego zbocza, tylko zachęca do przyspieszenia tempa. Kolejny zjazd odbywa się w firnowych wręcz warunkach, co jak na połowę grudnia można zaliczyć do wyjątku.
Z uśmiechami na twarzy, podejmujemy ostatnie podejście. Ponownie grzęda na grań. Przewyższenie powoli daje znać w czasie pokonywania kolejnych metrów do góry. Niemniej otaczająca panorama szybko pozwala zapomnieć o trudach wspinaczki. Po dotarciu na przełęcz między Salatynami czeka nas najtrudniejszy zjazd w kierunku samochodu. Szreń, miejscami lód, które spotkaliśmy na podejściu, teraz trzeba pokonać na zjeździe. Z przygodami, ale cali i zdrowi docieramy do punktu zbiórki i pozostaje nam tylko przedrzeć się przez puszczę kosówki.
Świetny dzień, warunki pozwalają pozytywnie patrzeć na zbliżający się sezon.
Na podsumowanie ok. 12,4km i 1830 przewyższenia.

Powered by Wikiloc