Styczniowa skitura w dolinie Staroleśnej, podczas której zaliczyliśmy piękny zjazd z Zawraciku Rówieńkowego oraz przeszliśmy, na raczej odległy, Świstowy Szczyt 😉

W swojej krótkiej, aczkolwiek intensywnej skiturowej karierze nie pamiętam sezonu, który otwarlibyśmy tak szybko i tak intensywnie. Jest raptem 2 stycznia, niektórzy dopiero odważyli się wypić pierwsze piwo w tym roku, a my jedziemy w Tatry, na tury i to nie byle jakie – w samo serce Tatr Wysokich. Piękna i ogromna dolina Staroleśna ze swoim zjazdowym klasykiem – Zawracikiem Rówieńkowym.

Co ciekawe, zarówno na forum jak i na facebook’owych grupach tematycznych pełno materiału pokazującego straszną szreń, nie zachęcającą do jazdy. Jednak wrzuty te, dotyczą polskiej strony grani. Sławek jak zawsze dokładnie przeanalizował układ wiatrów z ostatnich dwóch tygodni, opad, ciśnienie, sytuację polityczną na Słowacji i stwierdził – tu będzie dobrze. W kwestiach meteorologicznych jest ekspertem najwyższych lotów, więc nie dyskutuję 😉

Startujemy w pierwszy dzień roboczy 2017 roku – idealne wejście w Nowy Rok. 4:30 wyjazd ze Śląska, na spokojnie o 8 meldujemy się w Smokovcu, gdzie wita nas 18 stopniowy mróz oraz niedziałająca kolejka. Dosyć szybko startujemy więc „z buta” ciesząc się iście alpejską pogodą – słoneczko, mrozik i ani jednej chmurki. Taka aura towarzyszy nam aż do południa, kiedy to zaczyna stopniowo się pogarszać.

Dolina Staroleśnia, którą Słowacy nazywają Veľká Studená dolina, to jedna z największych dolin tatrzańskich. Narciarsko jest bardzo interesująca, przede wszystkim ze względu na piękną, wysokogórską panoramę oraz zjazdy, których jest pod dostatkiem. Niebagatelne znaczenie ma również baza gastronomiczna – Zbójnicka Chata, w której można się wyspać, najeść i napić, np. Kofoli 🙂

Na Zawraciku Rówieńkowym meldujemy się po ok. 3h i 20 minutach, pokonując w tym czasie ok. 1200m przewyższenia. Sam zjazd jest u góry stromy i stosunkowo wąski, dosyć szybko się otwiera dając możliwość szybszej jazdy.

Z Zawracika kierujemy się w stronę schroniska, gdzie łapiemy szlak na Rohatkę i kierujemy się znów w kierunku północnym. Szlak w pewnym momencie odbija lekko w lewo, my zaś w tym czasie odbijamy lekko w prawo, wchodząc tym samym do Dzikiej Kotliny, a dalej zakosem na Świstowy Szczyt. Zjazd odbywa się szerokim polem śnieżnym o fajnym nastromieniu – taki Rakoń, tylko wyższy i stromszy 🙂

Stąd szybko lecimy na dół, w okolice schroniska, podchodzimy do Generała i zjeżdżamy do samochodu.

Łącznie tura miała 22km i 1750m przewyższenia.